ETA HOX

5. urodziny OFF Radia Kraków, fot. LATO Pictures 5. urodziny OFF Radia Kraków, fot. LATO Pictures

 

Zaproszenie do pierwszej rozmowy przyjęła Eta Hox. Od samego początku obecności na scenie jej znakiem rozpoznawczym była wyróżniająca się selekcja, której poświęca bardzo dużo czasu. Każdy DJ’set jest przemyślaną i konsekwentną historią. Staranne podejście do wyboru muzyki sprawia, że jej mixy są przesycone drive’em, a przestrzeń pozostaje w odpowiedniej proporcji do wysokich dawek energii. Eta chętnie sięga po katalogi takich wytwórni jak Affin, Attic Music, Planet Rythm, Hypnus Records, Northern Electronics czy Semantica, jednak główną osią jej setów są wydawnicze nowości, również te poszerzające definicję gatunku techno. Aktualne inspiracje można odnaleźć w jej miksie dla Background Process, w którym płynnie porusza się między techniczną surowością, a poruszającymi melodiami:

 

 

Przygodę z DJ’ingiem rozpoczynała od winylowych sesji sound systemowych oraz prowadzenia w legendarnej „radiofonii.” audycji na temat dubu i dub-techno. Te surowe i przestrzenne gatunki cały czas rezonują w jej podejściu do muzyki. Przez wiele lat współtworzyła także kolektyw Deep Impact, z którym zorganizowała przeszło sto wydarzeń. Na zaproszenie kolektywu przyjechała do Krakowa znakomita większość przedstawicieli polskiej sceny muzyki klubowej oraz najważniejsi przedstawiciele gatunku dub-techno: Fluxion, Dadub, Mikkel Metal czy duet Babe Roots, będący objawieniem ostatnich lat.

 

Od 2019 r. jest częścią kolektywu Techno Techyes – platformy promującej polskich DJ’ów i producentów. Działalność kolektywu opiera się na organizowaniu wydarzeń muzycznych połączonych z warstwą wizualną, wydawaniu podcastów i angażowaniu lokalnej sceny oraz jej odbiorców w działania prorównościowe (m.in. poprzez obecność na imprezach Sceny Wschodniej, pozostającej do dyspozycji muzycznych imigrantów zza wschodniej granicy). Etę można również usłyszeć w każdy czwartek na antenie OFF Radia Kraków, gdzie prowadzi swoją flagową audycję Defekt Masy, w której prezentuje niszową muzykę elektroniczną. Od kilku lat rozwija również swoją pasję do muzyki drone/ambient, czego efektem są dystopijne, niepokojące sety, prezentowane m.in. podczas cyklu Cisza.


Cześć, bardzo się cieszę że możemy porozmawiać. Na początku chciałam zapytać o Twoją aktywność radiową. Jak Twój DJing wpływa na to, co prezentujesz w swojej audycji i na odwrót – jak prowadzenie audycji wpływa na Twój DJing?

 

Zastanawiam się nad kolejnością. Pierwsza była audycja radiowa, a później DJing i myślę, że DJing wypływa z poszukiwania innej platformy do dzielenia się muzyką. To w ogóle często jest droga ewolucji. Zbierasz sobie płyty dla siebie, chcesz je komuś puścić, potem chcesz je pokazać większej ilości osób. Następnie angażujesz się w kolejne aktywności, które pozwalają ci kreatywnie pokazywać muzykę również innym, nie tylko dla siebie w domowym zaciszu. Więc myślę, że gdybym miała ustalić kolejność, to raczej byłoby tak, że moje audycje muzyczne wpływają bardziej na DJing. Chociaż teraz prawdopodobnie jest to już mocno sprzężone. Nawet ostatnio w nowej audycji wymyśliłam sobie coś takiego, że będę podchodzić DJsko do konstruowania playlisty audycji. Chociaż mam wejścia na antenę pomiędzy numerami, to zastanawiałam się, czy można w jakiś sposób uchwycić Djski sposób budowania nastroju, również w audycji radiowej. Nawet układać numery z klucza harmonicznego. Dodatkowo audycja muzyczna – oczywiście zależy jaka, ale w moim wypadku – to jest bardzo szerokie spektrum gatunków. Również takich, których nie gram jako DJka, ale które pomagają mi się muzycznie rozwijać, na przykład uczą mnie cierpliwości albo uwrażliwiają na niektóre rzeczy w muzyce. Więc jest wiele zależności między audycją a DJingiem.

 

Wracając do tych początków, kiedy zaczęłaś słuchać muzyki, chcieć prezentować muzykę – pamiętasz moment, kiedy stwierdziłaś że chciałabyś się zająć DJingiem?

 

Nie miałam takiego momentu, bo to w ogóle się stało tak… tak strasznie naturalnie, że nawet nie wiem dokładnie, w którym momencie. Na pewno nabywanie płyt winylowych było dla mnie istotne, bo one popchnęły mnie do tego, żeby może to gdzieś puścić. Tym bardziej że uczestniczyłam jako odbiorca w kulturze soundsystemowej. To też jest bardzo przystępny początek, dlatego że jeżeli grasz soundsystemowo na jednym decku, nie potrzebujesz mieć umiejętności miksowania, możesz się jej nauczyć później, w trakcie. Na pewno ważne też było to, że na urodziny dwudzieste pierwsze, a może dwudzieste trzecie, dostałam od znajomych gramofon. Był  to gramofon z napędem paskowym, zupełnie się nie nadawał do grania, ale sama jego obecność oraz zbieranie płyt zaszczepiły jakąś wizję. Później zaczęłam mieszkać z osobami które miały gramofony i były DJami, to też na pewno był przełomowy moment. Mój ówczesny chłopak był DJem, potem byłam już w tym środowisku i naturalnie mnie to wciągnęło. Natomiast takiego momentu, w którym sobie siedzę i postanawiam „hm, zostanę DJką”, nie było.

 

Dub Sound Camp 2013, Dębki

 

Pamiętasz jakie emocje towarzyszyły Ci, kiedy zaczynałaś grać? Stres, radość?

 

Nie pamiętam w ogóle stresu, więc może go nie było. Ja mam w ogóle bardzo mało stresu związanego z graniem. Nie wiem, czy to jest jakiś patologiczny objaw, ale po prostu nie stresuję się jakoś wybitnie występami. Jeżeli element stresowy kiedykolwiek był, to był związany z techniczną stroną grania. Wiadomo, że na początku grania z płyt winylowych dla wielu osób clue twojego występu jest to, żeby się zgrało, żeby nie było „koni”. I zwłaszcza kiedy grasz w małym miejscu, gdzie jest dużo DJów, którzy mają super technikę, a Ty jeszcze jej nie masz, to można odczuwać presję, że jest to jedyna sprawa stanowiąca o wartości seta. Natomiast sama nigdy nie miałam jakiegoś wyżyłowanego podejścia do techniki, ona była dla mnie zawsze drugoplanowa. Czasem pojawiał się dysonans – wiedziałam, że set był totalnie spartaczony technicznie, ale ludzie się świetnie bawili, bo muzyka pozwalała im nie wybijać się nawet podczas jakiegoś błędu w miksie, czy czegoś zmasakrowanego w trakcie seta. I to było dla mnie cenniejsze niż wkurzenie na siebie, że coś mi nie poszło. Traktuje się pod tym kątem raczej łagodnie, może nawet zbyt łagodnie, tak teraz sobie myślę. Nigdy nie spędzałam długich dni na  opanowywaniu gramofonów. Myślę, że na początku uczyłam się grania właściwie już na imprezach. Jest to trochę odwrotna kolejność.

 

Właśnie miałam takie pytanie – ile czasu upłynęło od pomysłu, że chcesz rozwijać się DJsko, do grania na imprezach, ale rozumiem że…

 

Jakiś tydzień! Nie no, do puszczania płyt, tak naprawdę, to było kilka tygodni… Byłam w Londynie przez długi czas i kupiłam tam dużo płyt winylowych, głównie dubstepowych i dubowych, sporo też oldschoolowego reggae. Gdy wróciłam do Polski, to dosłownie kilka tygodni później zaczęłam grać na sesjach sound systemowych, z jednego decka. To bardzo szybko przyszło. Kilka miesięcy później grałam pierwszą imprezę z muzyką techno, więc wydaje mi się, że nie był to zbyt długi proces. I w sumie się z tego cieszę, bo nie miałam okazji do presji… debiutu? Presji myślenia, że długo na to czekałam i jest to pierwsza impreza, więc muszę się jak najlepiej zaprezentować. To wszystko przychodziło łagodnie i naturalnie. 

 

Ciekawe początki. Jeśli dobrze rozumiem z Twojej historii, to na początku grałaś sety z płyt winylowych…

 

Pierwsze to były z YouTube’a w ogóle! Miksowanie z dwóch kompów i było spoko. Także pierwsze były takie, a pierwsze publiczne występy w klubie, to były płyty winylowe.

 

Urodziny audycji Dub Senses oraz portalu dubmassive.org – impreza z Dub Dynasty w Alchemii, 2013

 

W tym momencie raczej nie widuję, żebyś grała z nich w klubie – jak ewoluowało Twoje podejście do tego nośnika?

 

Płyta winylowa cały czas jest u mnie obecna, nadal kupuje dużo winyli, chociaż głównie do domowego odsłuchu. Kupuję dużo muzyki, której nie zagram nigdy, bo się do tego nie nadaje (a przynajmniej w tym momencie tak myślę) do grania w klubie i zupełnie nie jest to moja aktualna selekcja. Ale myślę, że głównym powodem dla którego zmieniłam winyl na różne formy digitalowe, jest po pierwsze szybkość w nabywaniu muzyki. Dwa dni przed imprezą wychodzi coś fajnego, koniecznie chcesz to umieścić w secie i nie musisz czekać, aż płyta do Ciebie przyjdzie. Po prostu kupujesz sobie ją, zgrywasz i masz numer. Więc to jest pierwsza rzecz. Większość muzyki techno, którą chciałabym chciała grać, wychodzi na winylu, więc trudno byłoby tu mówić o tym, że wybieram digital dlatego, że coś jest niedostępne na winylu. Chociaż na przykład niewydane jeszcze numery, które ktoś Ci podsyła – to jest wartość dodana. Natomiast kiedy gram ambientowe sety, to gigantyczna ilość muzyki w ogóle nie jest wydawana na płytach winylowych, bo ambient rządzi się swoimi prawami. Więc w tej sferze gatunkowej to jest wygodne, bo masz po prostu dużo większy zakres możliwości. To są takie dwa proste powody – dostępność i szybkość. 

Być może było mi tak łatwo przejść na digital, bo nie byłam nigdy radykalnym winylowcem. Imprezy 100% winyl nigdy do mnie nie przemawiały. Aczkolwiek rozumiem tę koncepcję – uważam, że to jest tak żywy organizm i masz tak gigantyczny wybór, że jeśli decydujesz się na jeden nośnik i dobrze się w tym czujesz, to jest twoja sprawa. Nie jest to chyba aż tak bardzo zradykalizowanie w tym momencie, prawda? Digital i CDJe tak strasznie się rozpowszechniły, że mało jest już ortodoksów winylowych, zwłaszcza tych projektujących swoje podejście na wybory innych.

 

Jeśli dobrze kojarzę, miałaś też etap grania z Traktora? 

 

No, nawet miałam jeszcze ciekawszy etap, grania z Virtual DJa. To są takie strasznie zamierzchłe czasy. Wiesz, kładziesz kompa na DJce, wybierasz utwory i miksujesz je myszką w komputerze, podłączając się przez wyjście na jacka i dwa chinche na jeden kanał miksera. Nie masz w ogóle nad tym kontroli. Potem pojawiły się kontrolery, które trochę mi uprzyjemniły życie i bardzo długo ze mną pozostały. Głównie dlatego, że CDJ to jednak rzecz trudno dostępna do praktyki domowej – trzeba znać kogoś kto je ma i jest to drogi sprzęt. Ja zrobiłam coś takiego, że kiedy Yaos pożyczył CDJe do Off Radia Kraków, siedziałam sobie po godzinach i korzystałam z faktu, że one po prostu tam stoją odłogiem. Po delikatnym dotarciu się z nimi, z minimalną wiedzą, poszłam zagrać pierwszą imprezę z CDJów. Ale bardzo długo nosiłam jeszcze ze sobą zapasów kompa i kontrolery, jakby coś się wysypało. Dobrze, że nie brałam do kompletu winyli.

 

Impreza w klubie Szpitalna 1, fot. Nodar Kontselidze

 

Wspominałaś w wywiadzie z Decibel, że przeszłaś na CDJe, ponieważ granie z kompa dawało Ci mało radości.

 

Tak, bardzo.

 

Co miałaś na myśli? Co to znaczy, że nie dawało radości i co odnalazłaś w graniu z CDJów?

 

To jest w ogóle warte powiedzenia. Wiele osób postrzega granie „z komputera” jako gorszy rodzaj DJingu i chociaż czasami nie ma żadnej różnicy w warstwie performatywnej dwóch występów, to jednak sam brak komputera na DJce dla niektórych jest szaloną wartością. Chociażby miały być to CDJe, granie z USB, zlinkowane, zsyncowane i w ogóle wszystko, to dla kogoś ważne jest, żeby wyglądało jakbyś w oldchoolowy sposób zgrywała płyty. Dostałam też takie sygnały „pozbądź się tego kompa”, bo coś tam coś tam. Natomiast były to komentarze, a nie wypowiedź na zasadzie „pozbądź się kompa, chodź pokażę ci jak to zrobić, mam CDJe, nauczę cię”.

Abstrahując od tego, jak to wygląda – bo to było oczywiście drugoplanowe – w pewnym momencie złapałam się na tym, że czuję już nudę… Osobiście mam takie podejście, że bardzo mocno przygotowuję sobie sety (chociaż ostatnio częściej idę na żywioł). Wtedy w głowie pewną wizję, którą realizuję, więc nie ma wiele pola do eksperymentowania z selekcją muzyki podczas grania. Zadziać się może za to w technicznej warstwie – czyli zgrywaniu tego, dodawaniu loopów, dodatkowych dźwięków. Na komputerze zaczęło mi tego brakować i postanowiłam się przerzucić na CDki, chociaż z pewnością dałoby się osiągnąć ten sam cel pozostają w środowisku programu. Nie ukrywam również, że chciałam na chwilę pozbyć się bariery, jaką stanowi ekran komputera. Czasem podłączam sobie kompa jako trzeci kanał, trzecie źródło dźwięku. Ale generalnie o to chodziło.

 

Zaraz będę chciała wrócić do kilku ciekawych tematów, które poruszyłaś, ale jeszcze kończąc sprawy sprzętowe: tak naprawdę nadal korzystasz ze wszystkich trzech popularnych setupów (CDJe, winyle, software DJski). Do czego używasz każdego z nich?

 

Grając sety ambientowe (co mi się zdarza rzadko, ale jednak się zdarza) bardzo lubię używać winyla, bo ambient jest niespieszny i z tym też kojarzy mi się winyl. Z manualną, powolną, analogową robotą. Więc do ambientów lubię używać właśnie winyli – jeżeli mam akurat selekcję, którą mogłabym przedstawić, bo jak wspominałam ambienty się rządzą swoimi prawami i dużo rzeczy jest w digitalu. W zasadzie już nie gram z komputera ani z kontrolerów. Chociaż to też trzeba by doprecyzować. Mówię w tym momencie o Traktorze z kontrolerami, bo z komputera możesz równie dobrze grać na CDJach, są różne konfiguracje. Jeśli jestem w klubie i gram muzykę taneczną, to w tym momencie z CDJów. 

 

Czy rodzaj miksera ma dla Ciebie znaczenie? Zwracasz uwagę, jaki mikser będzie na imprezie, masz jakieś swoje ulubione modele? 

 

Wiem, że teraz jest presja na miksery z najwyższej półki i każdy sobie wpisuje w rider mikser z podziałem na 4 pasma. Wiadomo, że to jest super i inaczej podchodzi się do miksu, można to zrobić precyzyjnie. Natomiast ja lubię miksery z efektorami, lubię się pobawić delayem, lubię sobie wrzucić echo. Także lubię oldschoolowe Pionki z efektorem (działającym efektorem, jeszcze trzeba dodać, który się nie zacina) i to jest dla mnie ważne, reszta kwestii jest tak naprawdę drugoplanowa. Nie jest do dla mnie jakoś okrutnie istotne. Wiadomo, że się uśmiecham, kiedy jest opcja pogrania sobie na fajniejszym sprzęcie, ale dopóki są dwa kanały, EQ i działający efektor, to jestem szczęśliwa. 

 

A jeśli chodzi o słuchawki i odsłuch – kiedy grasz, siedzisz cały czas w słuchawkach?

 

Zależy, jaki mam odsłuch na DJce. Jeżeli słaby, to znaczy trudno mi wychwycić dźwięki, które są mi potrzebne, to wtedy całego seta gram w słuchawkach. Aczkolwiek nie lubię tego tak naprawdę. Lubię słyszeć jak muzyka rezonuje z salą i być częścią tego, co gram, a kiedy jestem w słuchawkach, mam wrażenie że zamykam się w swoim świecie. Ja się w ogóle zamykam swoim świecie za DJką. Moje występy nie są jakieś wybitnie kontaktowe. Nie jestem showmanką – showwomanką trzeba by powiedzieć – tylko wchodzę w swoją narrację i DJka jest dla mnie taką budką, w której sobie siedzę i steruję z tego punktu małym światem. Kiedy jeszcze zakładam słuchawki, to już w ogóle tracę kontakt z rzeczywistością. Więc lubię je ściągnąć, ale do tego musi być naprawdę spoko odsłuch. Sporo klubów w Krakowie ma takie odsłuchy, problem jest zazwyczaj z prowizorycznie postawioną DJką – plenerową, czy w momencie, gdy realizuje się jakiś stream.

 

Ekipa TECHNO TECHYES podczas realizacji “Przewodnika po elektronicznym Krakowie”, fot. Igi Fi


W jednym z wywiadów wspominałaś, że lubisz się trochę odizolować za DJką, że to jest jakiegoś rodzaju bariera, ale z drugiej strony – że jest ważna też perspektywa odbiorcy. Jak odbierasz energię z parkietu i reagujesz na nią w tej swojej budce?

 

Z zakłopotaniem! To znaczy gram już w sumie osiem lat i cały czas mnie to bardzo… Jestem zawsze zdziwiona jakimś nieśmiałym oklaskiem, krzykiem albo czymś innym. Strasznie to doceniam, bo to jest sygnał z zewnątrz, że to co robię jest w jakiś sposób udane i efektywne. Ale kiedy gram, nie mam takiego bezpośredniego kontaktu z odbiorcą. Kiedyś bardzo długo nad tym myślałam, próbowałam nawet to zmienić, tylko że inna postawa zupełnie nie jest zgodna ze mną. Musiałabym strasznie długo trenować, żeby być tańczącym DJem i tak dalej. Myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia, tak w DJingu, jak i w każdym innym obszarze. Są na parkiecie odbiorcy, którzy wolą kiedy DJ jest takim wiesz, crazy DJem, który niesie całą imprezę nie tylko muzyką, ale też swoją uzewnętrznioną charyzmą. A są też takie osoby, które lubią się całkowicie wyizolować na parkiecie i nawet nie zwracają uwagi na to, co się dzieje po drugiej stronie. Więc mam nadzieję, że Ci pierwsi jakoś przeboleją fakt, że nie tańczę za dużo, a tym drugim jest po prostu ok. 

 

Wracając do planowania setów – co to znaczy, że planujesz sety i skąd taka decyzja?

 

Wydaje mi się, że… Prawdopodobnie każdy DJ tak ma, ale u mnie specyficzne jest to, że mam ograniczoną pojemność zapamiętywania struktur utworów. Powiedzmy, że masz sto numerów i musisz zapamiętać po tytule, jak dany numer wygląda w środku, jak jest skonstruowany i tak dalej. Jeśli bardzo często wymieniasz utwory, bo na przykład chcesz grać dużo nowości, to… Nie wiem, być może za dużą uwagę przywiązuję do tego żeby to wszystko było tak na maksa sklejone w środku, może gdybym trochę odpuściła, to byłoby mi łatwiej w tej kwestii. Bardzo się staram, w miarę moich możliwości i umiejętności, żeby cały set był – wiem, że to jakoś strasznie trywialnie brzmi – no ale żeby jednak był jakąś taką muzyczną historią. Żeby nie było momentów, które niepotrzebnie wybijają. Lubię mieć nad tym całkowitą kontrolę. Ale to też nie oznacza, że nie pozwalam sobie na jakiś szalony wyskok i wrzucenie numeru, którego nie planowałam. Chociaż na przykład ostatnie dwa sety zagrałam zupełnie spontanicznie, jednak z bardzo dobrze ogranych dwóch dużych folderów z muzyką. A w innym wypadku lubię po prostu to przygotować, po to żeby mieć kontrolę nad tym, jak finalnie będzie wyglądało. To też mi pozwala zweryfikować wizję i w ogóle podejścia do muzyki, bo kiedy przynosisz pomysł na seta ze sobą i on fajnie siada, to wtedy masz satysfakcję, że podążasz w dobrą stronę ze swoją selekcją i to wszystko dobrze działa. Chociaż nie wiem, jaka mogłaby być nieodpowiednia strona, jakiś taki całkowicie dziadowski, nieposklejany, brzydki, nieaktualny set, do którego się nikt nie bawi – to wtedy bym pomyślała „oho, to muszę siąść i jeszcze raz pomyśleć o tym, co gram”. 

 

Impreza TECHNO TECHYES #33, fot. Igi Fi

 

A propos wizji czy kierunku muzycznego. Na pewno z jednej strony masz jakąś muzykę, która Cię porusza i którą Ty chciałabyś usłyszeć, z drugiej strony są okoliczności w których muzyka ma być zagrana i potrzeby odbiorców. Jak szukasz balansu?

 

Staram się podchodzić do tego maksymalnie kreatywnie, a nie odtwórczo i uważam że nawet akt selekcji i miksowania utworów jest jakimś wymiarem sztuki. Wiem, że DJe często krępują się nazywać to co robią sztuką, a siebie artystami, są różne obozy i różne podejścia. Ja uważam, że to jest mocno kreatywny wymiar i jeżeli komuś się to podoba, to jest mi szalenie miło, jestem bardzo zaszczycona, bardzo dziękuję za każde takie słowo i każdą osobę która tańczy na parkiecie. Natomiast jeżeli komuś nie odpowiada to co robię, no to są różne podejścia, różne oczekiwania i każdy musi poszukać takiego DJa i takiej muzyki, która mu odpowiada. To tak jak na przykład z różnymi producentami – jeden numer ci się podoba, drugi nie, trudno odpowiadać na oczekiwania wszystkich ludzi.

 

Jest jeszcze jedna kwestia, grania z powodu pewnych okoliczności – staram się w ogóle nie robić takich rzeczy. Miałam taki moment kilka lat temu, kiedy przyjmowałam zaproszenia do grania na imprezach, które nie do końca leżały w zakresie moich zainteresowań. To była muzyka dub techno, z którą byłam mocno kojarzona przez audycję i stąd też myślano, że będę chciała grać takie sety. Na początku próbowałam podążać tą drogą, ale szybko zrozumiałam, że jeżeli tak będę robić, to zupełnie się wypalę w warstwie kreatywnej. Można lubić jakąś muzykę, ale ona nie będzie się koniecznie sprawdzać pod względem satysfakcji z tego, co grasz. Więc po taki długim, kilkuletnim okresie postanowiłam, że nie będę już tego robić, bo poczułam że mi umyka to, o co mi najbardziej chodzi, czyli po prostu radość z grania. Więc w moim przypadku lepiej jest poczekać na odpowiedni booking albo odpuścić sobie niektóre rzeczy. To też jest bardzo indywidualne – nie lubię tego robić, dlatego zrezygnowałam z takiej formy, ale są różni fantastyczni DJe, którzy są ważnym elementem lokalnej czy polskiej sceny, którzy są turbo eklektyczni, elastyczni i zagrają fajny set właściwie w każdych możliwych okolicznościach. Strasznie to podziwiam, no ale ja nie potrafię tak do tego podejść. 

 

A potrafisz uchwycić, co jest dla Ciebie tą radością z grania setów? Dlaczego granie jednego rodzaju muzyki sprawia, że się wypalasz, a innego – daje Ci radość?

 

Tak. Wydaje mi się, że to jest energia płynąca z muzyki. Lubię grać muzykę, która jest taką wiesz, chłostą. Ostatnio lubię przełamywać struktury numerów, lubię wrzucić jakieś połamańce i grać muzykę z wysoką dawką energii. Więc to jest chyba dla mnie najważniejsze, że jak słuchasz sobie numeru i on cię po prostu niesie, to jest sygnał, że może fajnie zagrać na parkiecie. Ale z drugiej strony mam radykalnie inną stronę i aktywność, czyli muzykę ambientową, którą również gram. Tutaj trudno mówić o dawce takiej tanecznej energii, jaka jest przy setach z muzyką techno – no ale w ambiencie, chodzi o coś zupełnie innego, wtedy warstwa emocjonalna jest uwypuklona. Myślę, że grając gatunki mniej i bardziej emocjonalne, mniej i bardziej taneczne, doszłam do takiego poziomu, że mam dwie radykalnie różne strony – całkowicie taneczną i parkietową muzykę (oczywiście w moim pojęciu) i muzykę do siedzenia. Nie ma środka. 

 

Cisza w Hevre, na zdjęciu z Pawłem Pruskim

 

Skoro mówimy o tym, jak różne grasz gatunki – czy proces przygotowania do zagrania tanecznego i ambientowego seta jakoś się różni? Masz już booking, przychodzi czas imprezy i co robisz, żeby się przygotować?

 

To też jest tak, że nie przygotowuję się od bookingu do bookingu, staram się cały czas być na bieżąco z muzyką. Wracając do pierwszego pytania, które dziś zadałaś – w czym pomaga mi radio. Na potrzeby moich audycji jestem na bieżąco z nowościami, recenzjami i tak dalej. Cały czas mam rękę na pulsie, więc ten etap przygotowywania się do grania trwa tak naprawdę cały czas. Natomiast przychodzi taki moment, kiedy jest już kilka dni przed imprezą i już myślisz sobie o jakimś konstrukcie – w moim wypadku o konstrukcji seta w ogóle. Wiem, że dla niektórych wystarczającą pracą byłoby to, żeby mieć te utwory i po prostu je zanieść do klubu i coś z tego wybrać i zagrać, natomiast ja myślę o tym, jak to wszystko ułożyć. Technicznie to wygląda tak, że kupuję sobie papierosy, zasiadam do biurka, włączam sobie głośniki i Traktor, podłączam kontrolery i zaczynam zastanawiać się nad tym, jak dobrać do siebie numery, po prostu sprawdzam je ze sobą. To jest wiele godzin myślenia, co do czego, jak, w którym momencie. I wiele godzin doskonałej zabawy.

 

Ile zwykle czasu zajmują Ci takie przygotowania?

 

Coraz więcej! Oprócz momentów, kiedy postanawiam iść na żywioł, to jednak lubię poświęcić kilka dni (oczywiście nie całych, ale po kilka dobrych godzin dziennie) żeby przemyśleć te kwestie. A jeśli nagrywam podcast, to jest znacznie dłuższy okres. Podcast jest z jednej strony komfortowy, ale z drugiej wymagający, bo można spędzić nad nim długie miesiące, lata, dekady. Można naprawdę siedzieć dowolną ilość czasu i sobie rozkminiać – co jest czasem zabójcze.

Mam często tak, że jeśli jakiś numer mocno utkwi mi w pamięci, to pojawia się przez cztery-pięć imprez w setach obok jakiegoś innego numeru, z którym fajnie się łączy. Więc nie mam napinki, żeby to za każdym razem były tylko nowe numery, często sięgam po coś, co już grałam. Nawet się ostatnio nad tym zastanawiałam i pytałam paru osób, które były na kilku imprezach na których grałam: czy to jest tak, że one słyszą i już im się nie chce do tego tańczyć, bo już słyszały czwarty razy ten numer? Ale dowiedziałam się, że to jest fajne, ktoś sobie myśli że zna ten numer, uśmiecha się, czuje się komfortowo i sobie tańczy.

 

A jak szukasz muzyki do grania?

 

Są trzy miejsca, gdzie szukam muzyki. To są recenzje płyt, które zawsze dzielę przez pięć, bo wiadomo jak wygląda kwestia recenzowania. Są to w dużej mierze opłacone rzeczy, więc oprócz tego, że to jest nowość, lepiej polegać na własnych odczuciach. Druga rzecz to Bandcamp, który jest dla mnie bardzo ważnym źródłem muzyki, w zasadzie każdej. Trzecim źródłem są po prostu sklepy online z muzyką.

 

Kiedy kupujesz muzykę w cyfrowych formatach, kupujesz całe EPki czy albumy?

 

Raczej pojedyncze numery. Z resztą to też bardzo doceniam w digitalu, bo często mnie irytowało w kupowaniu płyt winylowych, że muszę kupić płytę z trzema czy czterema utworami, a interesuje mnie tylko jeden. Digital może być bardziej ekonomiczny, ale z drugiej strony – jeden numerek kupię tu, drugi tu – więc czasem kiedy zaczynasz buszować po jakimś beatporcie, jest to ostatecznie ekwiwalent zakupu EPki. Więc lubię kupować pojedyncze utwory, a jeżeli kupuję jakieś zamknięte formy, to na fizycznym nośniku.

 

Jeszcze z technicznych pytań. Jak organizujesz swoją kolekcję muzyczną?

 

Co masz na myśli?

 

Na przykład jeśli chodzi o Twoją digitalową kolekcję – w jaki sposób sobie układasz to wszystko, żeby później być w stanie znaleźć poszczególne utwory?

 

Chciałabym wiedzieć! Chciałabym odnaleźć algorytm, według którego ja to układam. Ale generalnie to najbardziej sprawdza mi się układanie utworów miesiącami – to znaczy mam foldery z miesiącami w których kupiłam daną muzykę, tak mi jest to najłatwiej zapamiętać. Plus mam jeszcze takie śmieszne podfoldery, które są opisane jako imprezy, z całą muzyką, którą tam grałam. Więc kiedy sobie chcę sięgnąć po konkretny numer, bo mi się przypomni, na przykład po przesłuchaniu jakiegoś seta czy podcastu, to jest mi dużo łatwiej w ten sposób to zrobić. No i Rekordbox – tam też mam zrobione rozbudowane playlisty z pozaznaczanymi utworami, które mogą do siebie pasować. Ale przyznam szczerze, że mam duży burdel w tym wszystkim, więc nie jestem najlepsza w układaniu muzyki. Dużo rzeczy gdzieś mi umyka albo coś mi się skasuje – także nie mam super systemu. Z winylami jest trochę łatwiej, bo mam je po prostu poukładane gatunkami na półce. Plus mam takę oddzielną kategorię najnowszych płyt z muzyką klubową – jak chcę sobie posiedzieć przy deckach i pomiksować, to sobie po nie sięgam, żeby mieć fun z obcowania z winylem. Więc to jest taka specjalna, wyjątkowa półeczka.

 

To jest coś, o co chciałam jeszcze dopytać. Mówiłaś, że masz stały kontakt z muzyką jeśli chodzi o selekcję – na przykład dlatego, że się przygotowujesz do audycji. Ale czy jest też tak, że ćwiczysz w domu granie w rozumieniu technicznym? Czy to jest już zarezerwowane na imprezy?

 

Wiesz co, nie mam CDJów, więc nie ćwiczę grania na nich w domu. Także wydaje mi się, że każda kolejna impreza to jest podniesienie swoich umiejętności, również przez to. Ale cały czas gram z gramofonów w domu… W ogóle to jest bardzo skomplikowana i burzliwa relacja z tymi gramofonami. Przez kilka lat moje gramofony siedziały pokryte warstwą kurzu, bo byłam na nie śmiertelnie obrażona. Teraz, kiedy nie mam takiej presji technicznego podejścia do grania z winyli, to mam wielką przyjemność z tego, żeby sobie je odpalić. Po prostu dla siebie. Chociaż nie wiem, czy to przypadkiem nie wrócę kiedyś z nimi do klubu – różne są fazy i epizody.

 

No właśnie, czy miałaś kiedyś momenty kryzysu w DJingu? Momenty kiedy Ci się odechciewało i stwierdzałaś, że rzucasz to wszystko?

 

Miałam takie momenty. Opowiadałam o tym czasie, kiedy byłam trochę skonfundowana, grałam na wydarzeniach które mnie jakoś nieszczególnie interesowały artystycznie. Wtedy postanowiłam w ogóle skończyć na chwilę z graniem. Jak sięgam pamięcią, to też prawdopodobnie było związane z nie z samą muzyką, ale z całą otoczką. Jeżeli się temu poddasz bez krytycznej refleksji, to można popłynąć na graniu imprez. Kluby, alkohol, inne używki, siedzenie do rana w różnych miejscach… to może po prostu rozbić życie poza-DJskie. I wydaje mi się, że w pewnym momencie straciłam trochę… To znaczy to nie były jakieś krytyczne momenty, gdzie odbiłam się od dna, tylko czułam, że tracę nad tym kontrolę, że to w zasadzie przejmuje całe moje życie. Nie do końca tego chciałam i pomyślałam, że najlepszym (przynajmniej na chwilę) sposobem na uregulowanie tego jest całkowite odcięcie się, przemyślenie i sprawdzenie, czy zależy mi na muzyce i na tym żeby być aktywną DJsko osobą, czy zależy mi na tej towarzyszącej otoczce wokół. Postanowiłam, że się zupełnie odetnę i odpowiedź przyjdzie sama. No i przyszła – myślę że teraz trochę inaczej do tego wszystkiego podchodzę. Wtedy też chyba zrozumiałam – chociaż to też jest odpowiedź na potrzeby twojego pytania, bo nigdy tego w ten sposób nie analizowałam jakoś szczególnie – że jednak chodziło mi o muzykę, muzyka była i jest najważniejsza.

 

Bardzo się cieszę! Grasz już tyle lat – co sprawia, że nadal Ci się chce? Myślę też, że dla wielu osób DJing to jedyna forma prezentowania muzyki, ale dla Ciebie nie – bo prowadzisz jeszcze audycję, masz różne inne metody dzielenia się muzyką. Co sprawia, że wciąż jesteś w DJingu?

 

O, nie zdawałam sobie sprawy że gram tyle lat. Tak wiesz… Puff i osiem lat. Gdzie od osoby początkującej, nagle jesteś jedną z dłużej będących na scenie lokalnej osób. Nie wiem, co tak naprawdę mnie trzyma przy graniu. Chyba odpowiedź jest przy okazji wcześniejszego pytania – po prostu szczera pasja do muzyki. 

Patrzę też na każdą nową osobę, która pojawia się na przykład w Krakowie i zaczyna grać. To bywają osoby, którym nie chodzi tak naprawdę o muzykę. DJing daje możliwość zaspokojenia różnych potrzeb, nie tylko artystycznych – również towarzyskich czy potrzeby bycia w centrum, jakiegoś specyficznego prestiżu. Więc jest sporo osób, które szukają takiego ujścia dla swojego ego, ale w takim łagodnym rozumieniu, bo to jest nic groźnego dla nikogo oczywiście. Ale są też osoby, które są tutaj długo i wydaje mi się że w tej drugiej kategorii są głównie ludzie, którzy po prostu kochają muzykę. To jest taka szczera miłość do muzyki i kultury klubowej, bo ona jest też specyficzna, zaangażowana. Na przykład jeśli prywatnie jesteś osobą zaangażowaną w kwestie społeczne i przy okazji jesteś DJem, to te dwa środowiska lubią się mocno ze sobą zazębiać. Więc to też doceniam bardzo w DJingu, że jest taki aktywny i walczący o różne ważne rzeczy.

 

TECHNO TECHYES, fot. Agnieszka Szuścik

 

Odnosząc się do tych początkujących osób, które zaczynają grać. Chciałam zapytać, jaką dałabyś im radę, ale zapytam inaczej – jaką radę dałabyś sobie samej na początku grania?

 

Hm… Myślę, że podświadomie się do tej rady zastosowałam. Nie przyjmuj presji środowiska na siebie, ale nie bądź też całkowicie odporna na wszelkie uwagi, bo gdzieś między wierszami mogą być dla ciebie istotne. Natomiast nie warto się zastanawiać, jak grono DJów stojących ci za plecami odbierze twojego seta i gdzie zauważą że popełniłaś błąd. Więc bądź uważna na kwestie techniczne, ale nie pozwól, żeby rządziły tobą w graniu. Liczą się też emocje, selekcja, co tobie się podoba i jakie twoje potrzeby zaspokaja to, co robisz. Więc myślę, że trzeba przede wszystkim podejść do tego emocjonalnie, ale też nie zapominać o tej stronie technicznej, która jest częścią tego wszystkiego. Nawet ostatnio na Szpitalnej była taka sytuacja, że podszedł do mnie jeden chłopak, o coś tam wypytywał i jego głównym problemem było to, że nie ma sprzętu i nie wie jak zacząć i w ogóle nie wie jak to się robi. Najłatwiej po prostu ściągnąć sobie na próbę jakiś program, to jest prosta metoda. Zobacz, jak się miksuje ze sobą dwa numery. Jak zobaczysz strukturę utworów graficznie, obejrzysz pięćdziesiąt tutoriali na YouTube i sprawdzisz, czy to ci się po prostu podoba, to będziesz wiedział, czy dalej chcesz to robić, czy nie. Później są różne opcje: kursy, warsztaty, spotkania, na których można czerpać wiedzę. Ale nie ma co się spinać, że nie masz CDJów za 20 tysięcy albo gramofonów, na które cię w tym momencie nie stać. Są inne metody, prostsze. Może dla niektórych to nie jest prawdziwy DJing, ale to da namiastkę tego, czy to jest dla ciebie, czy nie. Dystans, luz, dużo emocji i będzie spoko.

 

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę!

 

O, dziękuję, to koniec? Jeszcze jakieś pytania!

 

A masz jakieś pytania, które chciałabyś odpowiedzieć? Albo kwestię, która jest dla Ciebie ważna, ale nie pojawiła się w pytaniach, a chciałabyś się nią podzielić?

 

Wiesz co, wydaje mi się że jest taka jedna kwestia, która w sumie nie jest zbyt optymistyczną refleksją. Mam wrażenie, że Kraków jest takim specyficznym miejscem jeżeli chodzi o scenę, to znaczy inny był osiem lat temu, a inny jest dzisiaj. I to jest naturalne, tylko bardzo bym chciała, żeby ludzie bardziej między sobą współpracowali. To znaczy żeby różne środowiska muzyki elektronicznej przenikały się na tyle mocno, że jak są jakieś sytuacje związane z jakąś osobą, jakimś klubem czy czymkolwiek, to żeby to nie polaryzowało środowiska. Środowisko artystyczne i DJskie można wykorzystać do walki o różne rzeczy i fajnie byłoby, żeby ono wykazywało się dużą solidarnością na każdym polu. Bardzo mi na tym zależy. Stąd też cieszę się, że mogłam dzisiaj z tobą pogadać. My akurat jesteśmy z podobnego środowiska muzycznego, ale po prostu fajnie jest ze sobą rozmawiać, mieć różne inicjatywy i wciągać w to różne osoby, to jest super.

 

Raz jeszcze dziękuję!

 

Dzięki.

 

Eta Hox + Oti